środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 9

     Mija kolejny tydzień i kolejny. A w międzyczasie nie mam żadnych przemyśleń. Staram się wyłączyć te części mózgu, które odpowiadają za niepotrzebne marnowanie czasu. Jestem w pracy. Kilkumiesięcznej, 24-godzinnej pracy. Pracy. Pracy. Pracy. 

     Mój plan polegający na trzymaniu się zawsze blisko kogoś nie wypalił. Żyłam innym trybem niż reszta ekipy. Oni pracowali popołudniami, a ja nocą i ranem. Przez życie w ciągłym ruchu, nie rozróżniam już właściwie kiedy jest noc i kiedy dzień. Poznaję tylko po ilości światła słonecznego na zewnątrz. Nieregularne spanie, jedzenie i masa pracy sprawiły, że wyglądam jak duch. Podkute oczy, blada cera, więcej wystających kości. Nadużywam też chyba kofeiny, ale co mi tam… padłabym gdyby chociaż nie ta używka. 

     Całe szczęście zespół zrezygnował z innych, mocniejszych rzeczy kilka lat temu. Wiem jak to jest, kiedy żyje się tak jak my teraz, ale w wieku 10 lat młodszym. Głupota uderza do głowy, a takie szczyle nie znając jeszcze życia i jego skutków ubocznych, sięgają po cięższe narkotyki, tak, jak to robią ich doświadczeni koledzy po fachu. Daje to kopa i nie odczuwa się wyczerpania wiecznymi podróżami, wysiłkiem fizycznym, umysłowym i brakiem snu. Tylko nie Sevenfoldzi. Chyba mają wystarczająco oleju w głowie, albo doświadczeni nieprzyjemną sytuacją sprzed kilku lat, kiedy ich najbliższy przyjaciel przedawkował. Albo po prostu dorośli… przynajmniej w niektórych sferach życiowych.

    Jeśli chodzi o sytuację z kręgielni, to całe szczęście Matt nie miał do mnie żalu. Przyznał, że rozumie moje zdenerwowanie. Mimo to, zwrócił mi uwagę, że nie wszyscy są tak poukładani jak ja i nie żyją według prawa moralności ubzduranego przez „prawych” ludzi. Cokolwiek miało to znaczyć. Ej, przecież nie wyznaje żadnego prawa moralności… to, że zdradzanie żony uznaję za obrzydliwe, nie znaczy, że jestem jakąś moralną cnotką. No i sypianie z jakimiś obcymi jednorazówkami. I… i… no może w sumie trochę mam w sobie wartości, które trudno mi przeskoczyć, ale to nie znaczy, ze mogę je akceptować. Po prostu udam, że tego nie widzę. 

     Tak szczerze, to wole już, żeby miał kochankę na boku, niż żeby robił to: a) za pieniądze, b) z niezidentyfikowaną kobietą. Osobiście bardzo nie chciałabym być na miejscu Val, ale to już inna sprawa.


***


     Znalazła się obrończyni moralności. Założę się, że sama ma na koncie niejeden taki występek. Chociaż… z drugiej strony bardzo możliwe, że ona jest po prostu dziewicą i nie rozumie tego.

     Żeby odbyć wtedy rozmowę bez świadków, wyszliśmy przed budynek kręgielni. Obrażała mnie, gestykulowała uparcie i marszczyła ten swój słodki nosek. Całkiem zabawnie wyglądała ta kompilacja. Powstrzymywałem się od uśmiechu i przytakiwałem z poważną miną, żeby myślała, że przyjmuję tą burę od niej i przejmuję się. Właściwie to przejmowałem się bardzo, ale kiedy ona wygląda jak uroczo… Chyba też wypiłem trochę za dużo, bo miałem ochotę ścisnąć jej te policzki, zrobić dzioba i cmoknąć w te różowe usta. 

     Mówiła coś o kochankach i jednorazówkach… tak, tak, słuchałem. Najbardziej roztkliwiała się, że bzykam byle co, byle tylko miało dziurę i miękkie cycki. Automatycznie spojrzałem na jej dekolt, a ona tylko westchnęła rozczarowana. Błąd… westchnięcie powoduje uniesienie się klatki piersiowej… oj tak… Co? Znów coś mówiła i poszła sobie. Co ja znów takiego zrobiłem?


***


     Wiecie jak cudownie jest mieć wolną głowę od niepotrzebnych, zaprzątających głowę myśli? Ja też nie…oszukiwałam samą siebie. Jestem tylko kobietą… dużo myślę, dużo rozkminiam, dużo przeżywam wszelkie emocje targające moją osobą. Nic nie idzie zgodnie z planem. Miałam mieć zajebistą, wakacyjną pracę. Podróże, pieniądze, luksus. Nie zaprzeczę, że dostałam czego chciałam, ale pojawił się jeden problem… a problemem był Matt. 

     Do tej pory śmiałam się w twarz kobietom, które twierdziły oraz obwiniały siebie, że kręcą je niegrzeczni faceci. Teraz to całkowicie rozumiałam. On nie musiał nic robić… po prostu był i tak mnie rozpalał, że nawet nocne zabawy samej ze sobą mi nie pomagały. W pewnym momencie osobiście zachciałam być jedną z tych jednorazówek… co za hipokryzja. Na całe szczęście umiałam się powstrzymać.

     On odpuścił. Od jakiegoś czasu ani nie zamęcza mnie swoim nadmiernym towarzystwem, ani nie bzyka tego co popadnie. Może czymś się zaraził i nie może? Nie zdziwiłabym się. I czy to, że odpuścił, nie sprawiło, że dla równowagi ja zaczęłam za nim latać?

     Sprawy nie ułatwiało to, że zaczęłam faktycznie słuchać koncertów. Zazwyczaj byłam obok, ale załatwiałam tyle spraw, że nie było mi dane skupić się i rozluźnić słuchając występu. Tego wieczoru było inaczej. Usiadłam na skrzyni koło sceny i przeżywałam każdą piosenkę. Kiedy oddawał cześć zmarłemu przyjacielowi, moje serce dosłownie zaciskało się. Czułam, że to co robi, nie było pod publiczkę, a faktycznie robi to, co nakazuje mu serce i dusza. Kiedy śpiewał te wolne piosenki… wybaczcie, ale nie mam głowy do nazw… przekazywał werbalnie to co czuje. Nie musiałam słuchać słów, aby wiedzieć jakimi w danej chwili dzieli się emocjami. No proszę, proszę… ten facet miał uczucia…


     Miałam w głowie masę przemyśleń. Nie mogłam przestać o tym rozkminiać nawet kiedy dotarliśmy do hotelu oraz kiedy brałam długi prysznic. Stałam tak chyba dobre pół godziny, zatopiona w swoich myślach, że z początku nie usłyszałam pukania do pokoju. Zamawiałam wcześniej kolację, bo nie zdążyłam zjeść na arenie, więc cała mokra, ociekająca, zarzuciłam na siebie hotelowy szlafrok i podbiegłam do drzwi. Miły pan wjechał tym swoim zabawnym wózkiem do środka, odłożył jedzenie na stolik, dałam mu napiwek i z uśmiechem odprowadziłam do drzwi. Cały czas ściskałam z przodu moje odzienie, bo gdzieś po drodze zapodział mi się pasek. Kiedy chciałam już zamknąć za nim drzwi, coś mi to zablokowało. Matt wepchnął się do środka. Podszedł niebezpiecznie blisko, a ja szukając ucieczki cofnęłam się o krok. Na moje nieszczęście, plecy napotkały ścianę. Już miałam go burać, ale przerwał mi zanim wypowiedziałam cokolwiek.

- Mówisz, że brzydzisz się mną. Że jestem męską dziwką. Miałaś rację… Ale nie chcę już taki być… 


     Zaczął mnie całować. W końcu jego usta, takie jak się spodziewałam- miękkie, ciepłe i cudownie sprawne, wprawiły moje w ruch. Z początku byłam w szoku i nie wykazywałam większej inicjatywy. Ale potem puściłam poły szlafroka i nie przejmowałam się tym, że widać moje nagie ciało. Objęłam jego szyję odpowiadając pocałunkami równie spragnionymi jego ust. 

3 komentarze:

  1. ŻE CO ?! :OOOOOOO O panie Sanders .... pan jest dzikus!

    Dziewczyna Sandersa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba było widzieć moje brwi, serio ^^ Zatańcowały :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Tęga rozkmina znudzonej Pat ;) Znaczy się nie znudzonej czytaniem, tylko tak ogólnie ^^ Niby to takie luźne opko, ale w sumie to skłania do zastanowienia. Bo która z nas nie powtarza, że z chęcią bzyknęłaby tego czy tamtego, ale co gdybyśmy faktycznie miały taką szansę? Skoczylybysmy na głęboką wodę, czy jednak nasze sumienie by nam na to nie pozwoliło... Hmmm... Właściwie to chyba nie chcę sobie odpowiadac na to pytanie... O______O
    Skończyłaś w takim momencie, że grrr... Ja chcę wiedzieć co się stanie daleeeeej!!!!!!!!!
    Trzymam kciuki, żebyś jednak napisala coś jeszcze^^ Buuuuuziole, Pat :******

    OdpowiedzUsuń