sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 7.


    Jechaliśmy w ciszy. Żadne nie odezwało się od momentu, w którym poinformowała mnie o przyjeździe Val. Nie wiedziałem na kogo jestem bardziej zły, czy na siebie, że się tak przejmuję, czy na żonę, bo zajmie mi większość czasu i nie będę miał kiedy zaliczyć Hanny. 


***


    Całe szczęście przylatuje ta Val. Matt będzie mógł w końcu skupić się na niej. Przyda mi się odrobina spokoju od jego kombinowania. Łatwo było odczytać jego reakcję. Nie bardzo cieszył się na to spotkanie. Jestem ciekawa dlaczego. Taki facet na pewno potrzebuje sporo ruchu… szczególnie w łóżku, a ile już wytrzymał bez tego. Może dlatego tak dużo biegał wieczorami. Pierwszy raz jak się tuliliśmy przecież mu stał… na jego miejscu bym się cieszyła, że będzie miał okazję wyładować swoje podniecenie. Ale co ja tam rozumiem.

Kiedy odebraliśmy panią Sanders z lotniska, nie zamykała się jej jadaczka. Głos miała bardziej nosowy niż jej siostra, co zdecydowanie irytowało. Żałowałam, że nie zabrałam ze sobą słuchawek i musiałam wysłuchiwać sprawozdania z każdej minuty spędzonej w tej podróży. Może moje pierwsze wrażenie jest tylko takie, a naprawdę jest cudowną osobą. Naprawdę chciałabym w to wierzyć. Ale skoro nawet On nie ucieszył się na jej przyjazd i do tej pory ma niemrawą minę, znaczy to, że taka po prostu jest. Nie wnikam czemu są małżeństwem. Pasują do siebie jak klaun do pogrzebu, no ale przecież przeciwieństwa się przyciągają. Rozeszliśmy się w hotelu, a ja przetrzepałam cały swój bagaż w poszukiwaniu czegoś na ból głowy. Cały czas mi w uszach dzwoniło. 

Następnego ranka wzięłam orzeźwiający prysznic. Przekazałam ważne informacje pozostałym osobnikom i wracałam do pokoju. Słyszałam jęki dochodzące z któregoś pokoju. Przechodząc obok, spojrzałam na numer, a w notatkach sprawdziłam go i okazało się, że to była sypialnia Matta. Ciekawe, odgłosy wcale nie przypominały Val. Może jej się nos odetkał? Niech mają swoją chwile rozkoszy, należy im się.

Niecałą godzinę później umówiłam się w hotelowej restauracji z Larrym. Wrócił skontrolować jak sobie radzę. Winda otworzyła się dokładnie w momencie, w którym podeszłam. Wysiadła Sandersowa obładowana torbami.
- O hej! Normalnie byłam na zakupach! Tyle przecen, no nie uwierzysz. Matt rano nie chciał się obudzić, więc postanowiłam zająć się czymś. Myślałam, żeby tylko na chwilę zajrzeć do jednego sklepu, ale utknęłam w centrum handlowym. Sama rozumiesz…- gadała, gadała, gadała i gadała, bla bla bla bla… a w mojej głowie coś się nie zgadzało.
- Byłaś na zakupach od rana? Dopiero wróciłaś…?
- No… tak, wiem, wiem. Ale tyle witryn się do mnie uśmiechało. My kobiety tak mamy- zaśmiała się w taki sposób, że mój mózg znów zaczął pulsować. 
- Taaak… wiem. Wybacz, ale umówiłam się z Larrym.
- Och no tak. Ja ci zawracam głowę. Idę sprawdzić, czy mój kotuś już się obudził.
- Oj na pewno już nie śpi…- przycisnęłam guzik i winda się zamknęła.

    Widziałam, że usta managera się ruszają i coś do mnie mówi. Nie wiem czy to z powodu bólu głowy, czy zaprzątających moją głowę myśli, ale nie mogłam się skupić. Jestem zbyt zorganizowana, żeby w moim życiu coś się nie zgadzało. Próbowałam poukładać fakty i jedyne co mi przychodziło do głowy, to to, że Matt znów oglądał pornosa. Tylko na tyle realistycznego, który został nagrany w wersji 4D. W końcu obijanego mebla o ścianę sobie nie wymyśliłam… No ale żeby oglądać filmy dla dorosłych, kiedy żona jest na miejscu? Chyba nie znam się na tym męskim świecie. 

    Popołudniu obijałam się, podczas kiedy zespół miał swoją próbę. Wszystko sprawdzone i opanowane. Reszta zależy od dźwiękowców. Wykorzystałam okazję kiedy wszyscy faceci są zajęci i opanowałam catering. Mieliśmy nawet swojego kucharza. Załadowałam na talerz tyle, ile na pewno nie byłabym w stanie zmieścić i udałam się do garderoby zjeść w spokoju. O dziwo pochłonęłam wszystko. Z nudów wybrałam pasjansa na komputerze i grałam. Takiego obiboczenia nie doświadczyłam od… nigdy. Nigdy nie miałam w pracy tyle wolnego. Cóż, jestem zdecydowanie za dobra. Uśmiechnęłam się sama pod nosem. 

    Kiedy wygrałam kolejny raz z rzędu, stwierdziłam, że powinnam przynajmniej porobić coś pożytecznego. Cała ekipa zakończyła próbę i zajęli miejsca przy jedzeniu. Wyciągnęłam komórkę i postanowiłam zadzwonić do rodziców. Nie rozmawialiśmy od miesiąca. Nawet jeśli jestem dorosła, to dalej jestem ich dzieckiem. Wypada chociaż się przywitać i zdać ogólnikowy raport z mojego życia. Potrzebowałam spokoju, więc spacer po trybunach wydawał mi się odpowiedni. 

Podstawowa gadka szmatka z oklepanymi pytaniami. Chciałam zakończyć żenującą rozmowę prowadzoną na siłę, ale mama wypytywała mnie dogłębnie czym teraz się zajmuję. Zajęło mi to okrążenie areny dwukrotnie. Kolejne okrążenie robiłam za sceną i w tym momencie usłyszałam dziwne dźwięki. Mama gadała, a raczej prowadziła monolog, a ja szłam za odgłosami. Brzmiało to, jakby kogoś zakneblowali i uwięzili w jednej ze skrzyń. Powinnam się wycofać, a jednak kontrolę nad moimi nogami przejęła ochota uratowania świata. Może ten bohaterski czyn zostałby nagrodzony. 

Ku mojemu zdziwieniu nikt nie został uwięziony. Dwie długie i cienkie witki, odziane w obleśne, przechodzone glany wystawały zza kufra na okablowanie. Powinnam obrócić się o 180 stopni i wrócić do garderoby, prawda? Ale to było silniejsze. Stwierdziłam, że ja jestem tu szefową i musze wszystko wiedzieć oraz każdy ma mi podlegać. Jakie było moje zdziwienie, kiedy stanęłam bezpośrednio przed damskimi nogami, a jej krocze zasłaniały męskie pośladki. Nawet mnie nie zauważyli! Co jak co, ale mogli wybrać jakieś czyściejsze miejsce… wiecie ile łap tego dotykało? Było dość ciemno, więc trudno mi było zidentyfikować winowajców. Nie zareagowali nawet na moje kroki. Jego tyłek dalej wciskał się w niezidentyfikowaną materię. Dopiero na moje chrząknięcie raczyli spojrzeć. Wyraz twarzy Matt był trudny do zidentyfikowania. Jednak panna, której wiek na pewno kończył się na „naście”, wystraszona odepchnęła go od siebie, wstała, sięgnęła po majtki i uciekła. 
- Świetnie… uciekła. I co mam teraz zrobić?- wcale mnie nie zdziwiła jego pretensja w głowie… to w końcu Matt- Skoro tu jesteś, to może ją zastąpisz?- Pokazał na miejsce przed sobą. 

    Zazwyczaj byłam wygadana. Zazwyczaj. Tym razem, nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa. Nie wiem czy było to spowodowane zaistniałą sytuacją, tym, że jego penis sterczy na moich oczach i jest… nienaturalnie WIELKI, czy tym, że 50 metrów dalej jest jego żona, a on pieprzy jakąś małolatę! Czy ja śnię?! Wszystko składa się w jedną całość. Dziewczyna w hotelu, kolejna tutaj. A ja wierzyłam, że biega tylko po to, żeby wyładować napięcie seksualne! Sądziłam, że skoro wiąże się z kimś na stałe, to jego penis, czy jej wagina, są tylko dla siebie na wyłączność. Lubię niespodzianki, ale nie kiedy są one złe, pełne zawodu. 

Kiedy ja rozmyślałam nad pojebanym światem, nie zwróciłam uwagi, że skradał się do mnie. Całe szczęście, upchnął kutasa w spodniach.
- Tak myślałem, że lubisz podglądać. Chyba jednak byłoby lepiej jakbyś wzięła czynny udział. Nie pożałowałabyś- uśmiechał się szeroko, ale mimo to wiedziałam, że sobie nie żartuje.

    Nie czekałam na to co dalej powie, wyminęłam go i wróciłam do reszty ekipy. Czułam się w ich towarzystwie zdecydowanie pewniejsza i bezpieczniejsza.


***


    Ja pierdole, ja pierdole, ja pierdole… Mam ochotę walić głową w ścianę. Miała tego nie widzieć! Po cholerę tu zaglądała?! Kurwa mać! Tyle razy udało się zrobić to po kryjomu… Zjebałem… Cholera, nadal mnie ciśnie w spodniach… ale jak pomyślę sobie, że widziała mnie w akcji… znów robię się twardy. O co tu biega? Nie chodzi nawet seksownie ubrana. Nie kręci tyłkiem. Nie pochyla się przy byle okazji, żeby tylko pokazać, że ma cycki… a co prysznic muszę zrobić sobie dobrze ręką, inaczej poszłoby mi uszami, bo myślę o niej. 

4 komentarze:

  1. Miałam nic nie napisać ale smutek mnie dobił.
    Zasmuciłaś mnie moja droga. A podobno to ja nie kocham sevenfoldów. A Ty z Shadowsa zrobiłaś pustą, zidiociałą skorupkę, która nie ma krwi, komórek macierzystych, kości, nic. Tylko muskuły, wielkiego kutasa, a jego ciało wypełnia sperma. Boli mnie serducho :( To nie hejt, a złamane serce

    Kocham za to Twoją H! Laska wymiata, na wszystkich frontach jest genialna i mogę to wykrzyczeć!

    A co do Val...nie wiem z jakiego westerna ten koń się urwał ale niech spierd... :P

    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh, biedna Diva została przyłapana na igraszkach. Matt, co jest? Przecież prędzej chciałeś, żeby Hannah zobaczyła twojego konia.. znaczy nie Val, tylko penisa :P
    Co do Val.. Serio? Z którego ona psychiatryka uciekła? Takim ludziom to najlepiej skleić buzie i zostawić zakneblowanych w kącie.
    Hannah.. Od teraz pewnie będzie przed Mattem spierdalać na 2 kilometry.. To nic nie da złotko. Jesteś na celowniku ;) i to jakim dużym.

    OdpowiedzUsuń
  3. no kurcze dawno nie zaglądałam i miałam nadzieje że jest nowy rozdział a tu duuuuuuuuupa nie ma :( szykuje sie cos w najbliższym czasie???

    OdpowiedzUsuń