Moje kolejne opowiadanie, którego początek nagle pojawił się w mojej głowie, więc od razu zasiadłam do komputera i spisałam wszystko, żeby nie zapomnieć najmniejszego szczegółu. Reszta fabuły to pojedyncze, przypadkowe pomysły, które postaram się połączyć w całość. Nie oczekujcie ode mnie regularnego dodawania rozdziałów, ponieważ osobiście bardzo nie lubię pisać czegokolwiek, więc powstanie tego fanfic'a to coś na miarę niewyjaśnionego cudu. Mam nadzieję, że spodoba się wam to co dodam w przyszłości i zapraszam do lektury :) .
Spóźnia się. Przez nią musimy czekać na tym przeklętym lotnisku. Mówiłem Larremu, że to był zły pomysł. Młoda, niedoświadczona, świeżo upieczona absolwentka jakiegoś super ważnego kierunku. Ta… Pełen profesjonalizm. Zdecydowanie przyda się nam. Jako wielki metalowy zespół przecież możemy pozwolić sobie na spóźnienia i brak kompetencji.
Spóźnia się. Przez nią musimy czekać na tym przeklętym lotnisku. Mówiłem Larremu, że to był zły pomysł. Młoda, niedoświadczona, świeżo upieczona absolwentka jakiegoś super ważnego kierunku. Ta… Pełen profesjonalizm. Zdecydowanie przyda się nam. Jako wielki metalowy zespół przecież możemy pozwolić sobie na spóźnienia i brak kompetencji.
Larry mówi, że stoi w korku. Tłumaczył
też, że pomoc podczas trasy europejskiej jest koniecznie potrzebna, a jej
referencje były poparte przez niby ważnych gości. Ok, ufam mu. Ale to chyba
jeden z jego najgorszych pomysłów. Napiłbym się piwa. Na rozluźnienie, ale
przecież dbam o głos, a zimny i bąbelkowy trunek nie wpłynie zdrowo na moje
gardło. Ja pierdole, ja to mam. Gates nie musi dbać o palce, żeby dawał zajebiste
solówki, a ja muszę zrezygnować z wszystkiego co najlepsze. Imprezy, alkohol…
całe szczęście, że nie z kobiet. Byle nie przed koncertem. Muszę mieć siłę, żeby
dać czadu podczas występu.
Chyba coś się dzieje. Dostaliśmy bilety
i mamy iść do odprawy. Więc chyba przyjechała. Nigdzie jej nie widzę. Albo
wylecimy bez niej, wszystko mi jedno. Czekałem na tą trasę masę czasu.
Europejczycy wiedzą jak się bawić i doceniają prawdziwy metal. Teraz tylko
wytrzymać lot i spać. Tego teraz potrzebuję.
***
Ja pierdole, po prostu zajebiście.
Specjalnie wyjechałam godzinę wcześniej na to pieprzone lotnisko, a na
autostradzie oczywiście musiały się zderzyć dwa auta. Widzę karetki i migające
koguty policyjnych samochodów. Byle minąć to i 10 minut drogi na lotnisko. Całe
szczęście jestem w kontakcie z Jacobsonem, rozumie moją sytuację. Puścił zespół
do hali odlotów, a sam będzie czekał na mnie. Totalna wtopa jak na pierwszy
dzień pracy. Przecież jestem obowiązkowa i zawsze na czas. Świetnie. Samochody
ruszyły, a ja widzę wieżę kontroli lotów.
Zostało mi pół godziny do zamknięcia
przejścia, a jeszcze muszę przecisnąć się przez kontrolę. Poznałam Jacobsona.
Profesjonalny i miły mężczyzna. Ale czuję, że osiwiały mu przynajmniej trzy włosy
dzisiaj przeze mnie. Ważne, że zdążyłam. Zagaduje mnie w kolejce do bramek, a
ja szybko notuje na tablecie wszelkie informacje, które mogą mi się przydać.
Wiem, że zatrudnienie mnie było ryzykowne. Świeżak, bez doświadczenia.
Ale zdecydowanie jestem twardzielem i nie dam sobie w kaszę dmuchać. Chyba to
przekonało wszystkich do tego, żeby dać mi szansę. Nie zawiodę ich, a nawet
spróbuję udowodnić, że potrafię być najlepsza.
Gładko poszło. Samolot ma opóźnienie, więc
mamy czas na szybką kawę, której koniecznie potrzebuję. Z daleka widziałam grupę
mężczyzn. Rzucali się w oczy i byłam pewna, że to zespół z ekipą. Larry stawia
kawę, a to zdecydowanie wygrywa z obowiązkiem przedstawienia się nowym „współpracownikom”.
Usiedliśmy przy stoliku, dostaliśmy zamówienie i na szybko omawialiśmy plan każdego
miejsca w Europie, do którego zaplanowano koncerty. Plan miał chyba ze sto
stron A4. Świetnie, uwielbiam takie rzeczy. Uwielbiam stuprocentowe
zorganizowanie i dopinanie wszystkiego na ostatni guzik. Ja natomiast, jestem
potrzebna, aby przeprowadzić zespół gładko po trzymiesięcznym, prawie
codziennym dawaniu występów. Koncerty, wywiady, sesje i inne zobowiązania oraz
dopilnowanie, czy hotele przygotowały pokoje, a garderoba posiada wszystkie
zachcianki, które muzycy sobie zażyczyli.
Boże. Ktokolwiek wymyślił kawę, powinien
być czczony przez ludzi do końca świata. Mój mózg ogarnia trochę więcej.
Wezwano nas na pokład. Zauważyłam, że grupa, która wcześniej stała w kupie
jakieś 15 metrów dalej, zniknęła. Pewnie już zajmują miejsca w samolocie.
Zebraliśmy papiery i we dwoje ruszyliśmy tam, gdzie kazano.
***
Całe szczęście duży ten
samolot. W końcu mam miejsce na swoje nogi i mogę wygodnie rozłożyć fotel do tyłu.
Obok mnie usiadł Johnny co oznacza święty spokój, bo jak zwykle jakimś cudem
prześpi cały lot. Niech już wszyscy usiądą i lećmy. Oby z drugiej strony nie
usiadł nikt gruby albo nieprzyjemny. Nie mam ochoty z nikim gadać ani ocierać
się o obce cielsko. Już z przyzwyczajenia zapiąłem pas na samym początku i
zerknąłem przed siebie… nie, tylko nie to. Ta dziewczynka, która piła kawę z
Larrym, idzie w moim kierunku. Biedna, zagubiona szuka miejsca. Idź dalej, idź
dalej. Idź, kurwa, dalej. Kurwa. Siada obok. Ale ładnie pachnie. Ja pierdole,
przecież to dziecko. Nie myśl o tym. Cholera. Zdecydowanie za dużo przeklinam,
muszę nad tym popracować. Usadowiła się wygodnie. Całe szczęście, że
jest nieduża. To może nie poczuję, że w ogóle jest obok. Wcale jej tu nie chcę.
Ale cały czas czuje jej zapach. Słodki. Chyba zamieniam się w choleryka.
Matt stary piernik ;D
OdpowiedzUsuńMatt nazywa absolwentkę dzieciakiem - biedak, chyba ma kryzys wieku średniego :D Ajjj, czekam na więcej!
OdpowiedzUsuńIdź dalej, idź dalej. Idź, kurwa, dalej. Kurwa. Siada obok. Ale ładnie pachnie. Ja pierdole, przecież to dziecko. Nie myśl o tym. Cholera. Zdecydowanie za dużo przeklinam, muszę nad tym popracować. Usadowiła się wygodnie. Całe szczęście, że jest nieduża. To może nie poczuję, że w ogóle jest obok. Wcale jej tu nie chcę. Ale cały czas czuje jej zapach. Słodki. Chyba zamieniam się w choleryka.
OdpowiedzUsuńAsia, ten fragment to majstersztyk dziewczyno. Śmiechłam fchuj :)
Kapitalne i szczere do bólu. Jak wy to robicie?
Uwielbiam. Pisz prędko dalszy ciąg.
To co zacytowała Kasia rozbawiło mnie to łez, a tego mi właśnie potrzeba :)
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej!
Buziaki :*
JARAM SIĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńHeheheh w końcu przyszłam skomentować *_* O prologu pisałam Ci już wcześniej, ale podtrzymuję wszystko. Szczere, zabawne, zapowiadające ostrą jazdę w przyszłości. Słodziaszne opo o miłości? Ha! Zobaczymy... I tak Ci nie ufam :P
Matt coś za bardzo gwiazdorzy, mam nadzieję, że Hannah pokaże mu gdzie jego miejsce. I ten tekst z tym, że przecież to dziecko... No panie Sanders, coś myślę, że niedługo zmienisz zdanie :D
Czekam na kolejne i nie pieredziel, że nie lubisz pisać!!! :*
Buuuuuuuuuuuziole, Pat <3