Zmiana stylu narracji w rozdziale, to zabieg planowany. Wszelkie wąty proszę kierować gdzie indziej, bo mnie nie obchodzą :)
Leżałam już drugą godzinę pod kołdra próbując zasnąć, ale nie mogłam. Od spotkania Matta w parku męczyło mnie to, że te świdrujące oczy już raz na mnie patrzyły. Niemożliwe, żeby to był sen, ponieważ przed przyjazdem na lotnisko byłam pewna, że widzę go pierwszy raz. Wpatrywałam się w sufit i moje wspomnienia powoli przecierały się.
Leżałam już drugą godzinę pod kołdra próbując zasnąć, ale nie mogłam. Od spotkania Matta w parku męczyło mnie to, że te świdrujące oczy już raz na mnie patrzyły. Niemożliwe, żeby to był sen, ponieważ przed przyjazdem na lotnisko byłam pewna, że widzę go pierwszy raz. Wpatrywałam się w sufit i moje wspomnienia powoli przecierały się.
***
Kiedy zobaczyłem ją biegnącą w tym ledwo oświetlonym parku, przypomniałem sobie ten dźwięk, styl biegania i podskakujące włosy. Miała tak samo przyspieszony oddech jak wtedy i nie mogłem oprzeć się pokusie, żeby przyjrzeć się jej z bliska. Była tak samo zdezorientowana kiedy stanąłem przed nią…
***
Dzień jak co dzień. Słoneczna, ciepła Kalifornia zachęcała, aby wyjść z domu i odbyć codzienną dawkę joggingu. Hannah związała swoje długie, ciemne włosy w kitkę i ruszyła truchtem po skromnym osiedlu, pełnym różnorodnych domów. Jej złota obrączka, zawieszona na cienkim łańcuszku, na szyi, podskakiwała rytmicznie podczas każdego kroku. Włosy falowały w tym samym rytmie, a spokojny oddech kontrolował ciało. Wprowadziła się dopiero wczoraj, więc trasa, którą wybrała, była kompletnie przypadkowa. Miała nadzieję, że po przebiegnięciu kilku kilometrów, trafi w końcu na plażę. Nie uwierzy, że właśnie spełniła kolejne marzenie ze swojej listy, póki na horyzoncie nie rozbłyśnie słońce odbijające się od fal oceanu.
Nigdy nie była osobą, która chce się gdzieś zagnieździć na stałe. Jeśli tylko nie czuła się do końca spełniona zawodowo, wolała poszukać pracy gdzieś dalej. Pochodziła z Birmingham, ale przez ostatnie pięć lat mieszkała w Londynie. Trzy lata studiów managerskich, dwa lata między jednym a drugim rodzajem realizowania wiedzy w zawodzie. Od prowadzenia kawiarni, przez luksusowe butiki, po zarządzanie kilkoma małymi, londyńskimi kapelami, jeżdżącymi po Europie oraz Stanach Zjednoczonych i grającymi dla kilkudziesięcioosobowej publiczności. Zdarzały się większe występy, jakieś festiwale, ale dalej to nie była pierwsza liga. Sprawiało jej to dużo przyjemności, ponieważ jej świat był idealnie poukładany. Miała zawsze plan na cały miesiąc do przodu. Kiedy wstaje, kiedy je, co je, kiedy wysyła pieniądze, co kupiła każdego dnia i za jaką cenę. Znajomi żartowali, że w swoim magicznym kalendarzu, którego nigdy nie zostawia bez opieki, ma nawet zapisane o której godzinie chodzi do toalety oraz prowadzi szczegółową ocenę każdego potencjalnego partnera. Musiała kontrolować każdy aspekt swojego życia. Zarzucano jej brak luzu i faktycznie, nie umiała odetchnąć i zrzucić wszystkiego na los. W końcu powiedziała dość. W ciągu jednego dnia podjęła spontaniczną decyzję o przeprowadzce, kupiła bilety lotnicze oraz wynajęła dom. I tak oto znalazła się tu, w Huntington Beach. Raj dla surferów, idealne miejsce na odetchnięcie i miejsce, w którym klimat perfekcyjnie wpisywał się w jej wymogi. Przynajmniej tak słyszała od wielu ludzi, którzy raczyli ją różnymi dziwnymi opowieściami o Kalifornii, podczas jednej z tras.
Ostatni zakręt, ostatnia ulica, ostatnia prosta do domu. Po godzinnym biegu marzył jej się chłodny prysznic, żeby zmyć z siebie pot i kurz. Odetchnęła głęboko widząc z daleka swoje gniazdko, kiedy coś ciężkiego i bardzo włochatego dosłownie powaliło ją na twardy chodnik. Nie zdążyła jeszcze ogarnąć sytuacji, a to futrzane cielsko lizało jej słoną twarz dosłownie jak chupa- chupsa. Żeby dodać dramaturgii, zabrakło jej dechu w piersi, bo niezidentyfikowane Coś deptało łapami i przytrzymywało ją na parterze.
- Gibson! Sio! Zostaw panią! No już. To nie zabawka…- ktoś głośno gwizdnął, a owy Gibson tylko radośnie szczeknął i dalej przytrzymywał swoją ofiarę- złaź ty stara kupo futra… - po chwili została uwolniona i mogła spokojnie odetchnąć.
Usiadła, rozejrzała się i jej wzrok utkwił na biszkoptowym labradorze, który z pewnością miałby ochotę dokończyć swój napływ namiętności. Dopiero potem jej oczy przeniosły się do rąk, które trzymały psa za obrożę. Były całe wytatuowane i muskularne. Ale nie takie przepakowane jak mają pakerzy na siłowni. Miały idealnie zarysowaną strukturę mięśni, która lekko uwypuklała ramiona. Spojrzała trochę wyżej i ujrzała twarz oraz przeszywająco-zielone oczy. Miał niepewną minę, ale w kąciku ust chował się uśmiech, odsłaniający lekkie dołeczki w policzkach. Tak, usta. Co ona by dała, aby te kształtne i pełne wargi przesuwały się po jej nagim ciele, obcałowywały jej piersi, brzuch… co prawda nie teraz, kiedy przebiegła kilka kilometrów, a jej ciało pewnie smakuje jak jedna wielka bryła soli, ale… zaraz, zaraz. Czy ona właśnie o tym pomyślała? Siedzi na twardym betonie z obdartymi łokciami, gapi się na jakiegoś obcego kolesia, zaatakował ją pies, a ona myśli o … no właśnie. Na tą myśl skrzywiła się i szybko wstała oraz rozejrzała, żeby móc zlokalizować dom.
- Na prawdę panią przepraszam. Biegła pani, a on… lubi się gonić dla zabawy. Nie dopilnowałem go i … ucieszył się na widok biegnącej osoby… Chwila! Gdzie pani idzie…?
- Nie ma sprawy- odparła swoim angielskim akcentem, pośpiesznie otrzepała, jak się okazało, bolący tyłek i ruszyła w stronę swojego przybytku.
- Ale zaraz… Pani krwawi…- dopiero wtedy dokładniej przyjrzała się swoim otarciom. To była zła decyzja, ponieważ widok krwi przyprawiał ją o zawroty głowy i mdłości. Gorzej jedynie reagowała na pająki, jednak krew wzbudzała w niej najgorsze objawy. Próbowała znaleźć pod ręką cokolwiek do oparcia, ale jak na złość nawet głupi słup telekomunikacyjny stał dobre 15 metrów dalej. Nie runęła jednak po raz drugi tego dnia na ziemię, tylko dlatego, że silne i ciepłe ramiona podtrzymały ją od upadku. Trzymał ją chwilę w ramionach. Patrzył przenikliwie w oczy, żeby upewnić się, że nadal kontaktuje. Jego wzrok zatrzymał się na jej pełnych ustach, które mimowolnie oblizała z powodu lekkiego odwodnienia, spowodowanego bieganiem przy takiej temperaturze. Tym razem jemu zakręciło się w głowie. Ta czynność na swój sposób była bardzo podniecająca. Przez ułamek sekundy, dzięki takiemu małemu gestowi, napalił się na tą drobną kobietę. Posadził ją pospiesznie na trawie i zniknął. Po chwili przed jej oczami pojawiła się butelka wody, zapewne zimna, co dało się poznać po spływających kroplach na powierzchni plastiku. Mrukęła ciche podziękowanie i napiła się. Kiedy znalazła w sobie wystarczającą ilość energii żeby wstać, podniosła się i ze złością w oczach burknęła coś o pilnowaniu zwierząt i wróciła do domu.
Od tamtego momentu śniła się mu jeszcze kilka razy.
Zabieg planowany, jaaaaaasne :P Co to za odgrzewane kotlety co? ;) Ale nie powiem, ładnie to wplotłaś^^ Czyli jednak nasze słodziaki mają wspólną przeszłość? I czo ten Matt ma takiego nieposłusznego pieseła? Powinuen mieć kota, koty są najlepsze! !! Kotek nie zrobiłby krzywdy Hannie, któi nie wiem dlaczego, cały czas jest dla mnie Emmą O___o wtf? To już chyba choroba... Coś czuje że oboje będą zaprzeczać oczywistemu pociągowi do siebie, aż w końcu nie wytrzymają i zaczną bzykać się jak króliki na sterydach. Wtedy czekam na motym z zaciskaniem się :P
OdpowiedzUsuńPisz i nie marudź. Jutro widzę trzy następne ;)
Twoja najwspanialsza, najpięknuejsza, najbardziej utalentowana i oczywiście najskromniejsza fanka na świecie, kochająca Pat. W przyszłości Pani K. :3
A tak całkiem na poważnie to naprawdę lubię czytać to co piszesz! Serio, serio :* <3
Mogli się przelecieć na tej trawie ;D
OdpowiedzUsuńTrochę zmuszasz do pilniejszego czytania, bo te nagłe zmiany w osobie narratora są lekko, niespotykane w takiej formie. Ale co ja pisze i tak masz to gdzieś i słusznie zresztą :P
OdpowiedzUsuńCzyli, że czekaj, ona poznała Matta wcześniej ale o nim zapomniała? Jego DA SIĘ zapomnieć?!
love, Sillie
wszytko sie tak szybko dzialo, byla wkurzona, zmeczona, ale jednak :D przypomniala sobie
Usuń